Kawałek silikonu, który robi cuda. Jak myślicie, co to??
Hej!!
W dzisiejszym poście o silikonowym aplikatorze do nakładania podkładu, który ostatnio jest hitem, hitem o nazwie SiliSponge. Większość kobiet jak się okazuje pokochało ten gadżet, czy ja go pokochałam również??
Kiedy po zamówieniu aplikatorów, przesyłka już do mnie dotarła, mój mężczyzna jak zwykle się do nich dorwał, oczywiście nie zabrakło męskiego myślenia, co to może być?? Męskim okiem, to wkładki do butów? Wkładki do stanika? Ale się uśmiałam, uwielbiam kiedy takie gadżety do mnie przychodzą, a mój mężczyzna ma możliwość porównywania. No ale do rzeczy.
W przeciwieństwie do tych popularnych aplikatorów wykonanych z gąbki, ten produkt ma wiele pozytywnych zalet, które różnią się od gąbeczek typu BeautyBlender. Po pierwsze, jak to gąbki, wchłaniają w siebie bardzo dużo podkładu lub innych kosmetyków do makijażu, jednak ten aplikator nie wchłania produktu, co jest jego ogromnym plusem.
Po drugie, bardzo dobrze wiemy, że nie łatwo jest umyć wszelakie gąbeczki, a z czasem ich używanie, wymaga wymiany, bo nie nadaje się już do użytku i powiem wam szczerze, że nigdy nie kupiłam gąbeczki BeautyBlender, zawsze mi było szkoda wydania tylu pieniędzy dla jednej gąbeczki, gdzie udało mi się znaleźć mnóstwo zamienników w znacznie mniejszej cenie. W SiliSponge kolejnym genialnym plusem jest, to że po aplikacji podkładu, wystarczy tylko umyć ciepłą wodą i mydełkiem, by wyczyścić gadżet i przygotować do kolejnego użytku. Czyż nie brzmi rewelacyjnie? Ten gadżet idealnie rozprowadza podkład, a co ważne, zużywamy go tyle ile potrzebujemy bez żadnych strat i marnotrawstwa no może odrobinkę.
Nie obyło się również bez wad, takie też znalazłam. Jak się okazuje idealne nałożenie, to nie wszystko, ja bardzo lubię kiedy produkt jest wygodny w użytku, tutaj muszę przyznać, że aplikator taki nie jest. Jak dla mnie jest troszkę zbyt duży, gruby, wcale tak fajnie się nim nie pracuje. Uważam również, że powinien być bardziej elastyczny, by móc dotrzeć do każdej partii twarzy, ponieważ okolice noska, czy też oczu, niestety jest już problem i sięgam po pędzle, by ułatwić sobie aplikację.
Podsumowując, uważam, że to i tak najlepszy gadżet, jaki miałam do aplikacji podkładu, mimo nawet tych niewygodności. Nakładanie wymaga troszkę poświęcenia, dłuższego czasu, niż pędzlem, czy gąbeczką, jednak efekt końcowy dla mnie nieporównywalny. Jest, to oczywiście taka moja osobista opinia.
Ktoś z was już używał?? Dajcie znać jakie wy macie opinie o tym produkcie.












